fbpx

Okiem fotografa – Jacek Ura i jego spojrzenie na świat

Rozmowa z Jackiem była dla mnie nie lada wyzwaniem. Nie ukrywam – stresowałam się spotkaniem z doświadczonym i niesamowicie inteligentnym człowiekiem. Zupełnie niepotrzebnie. Kolejny Bohater The Craft Club okazał się szarmancką osobą z dobrym poczuciem humoru, która zauroczyła mnie swoim zupełnie odmiennym spojrzeniem na życie i świat. 

Lubisz mówić o sobie jako o profesjonaliście?

Jacek Ura: Zajęło mi to trochę czasu, ale teraz swobodnie się z tym czuję. Szkoła artystyczna daje dobry start, ale dopiero praktyka, wymagające realizacje, a czasem improwizacja przybliżyły mnie do nazywania siebie do profesjonalistą.

Wszystko zaczęło się z pasji?

JU: Mam nieco inną historię. Szczerze mówiąc, dużo nieświadomego wysiłku włożyłem w unikanie tego, co tak naprawdę chcę robić. Najpierw wybrałem anglistykę na UJ, z której zrezygnowałem, później odważyłem się zdawać na studia fotograficzne. Moją pasją początkowo był rysunek, a fotografia wynikała z tego, że już od dziecka po prostu uwielbiałem się gapić na wszystko – kałuże, drzewa, grających w piłkę kolegów. I to mi zostało. Uwielbiam patrzeć na ludzi, na świat.

Jacek Ura

Szukając informacji o Tobie, często spotykałam się z określeniem, że w swoich pracach obnażasz ludzi, “zdzierasz im maski”. Taki jest właśnie Twój cel?

JU: Nie… to raczej aroganckie określenie. Słowo “zdzieranie”, które pojawia się w wywiadach, wynika z tego, że redaktorom było łatwiej tak żonglować emocjami. Nomen omen, słowo “persona” po łacinie oznacza maskę. Osobiście uważam, że obserwując innych obserwujemy samych siebie, nie mamy bezpośredniego kontaktu z rzeczywistością, my jedynie ją projektujemy. Wszystko co widzimy i odczuwamy, dzieje się tylko w naszym wnętrzu – gdy kogoś dotykasz czujesz to w środku, kiedy wkładasz palec do wrzątku czujesz to w środku, kiedy oglądasz horror czujesz strach wewnątrz i tak dalej. Nie mamy wyjścia, czujemy i widzimy tylko to co jest w nas. Staram się zatem aby przekroczyć pierwszą barierę, którą nazywam autokreacją. Ludzie kopiują i to jest normalne. Kopiujemy siebie nawzajem, zapożyczamy zachowania, nasza cała “energetyka” jest po rodzicach i nie jesteśmy w stanie z tego wyjść. Według mnie wolność jest iluzją. Fotografując spotykam się z drugim człowiekiem i robiąc mu zdjęcia mam pełną świadomość, że fotografuje w nim siebie. W portrecie staram się być w miarę neutralnym “lustrem”. Prawdę o sobie zobaczymy tylko w kontakcie z drugim człowiekiem. A portret jest szczególny, poprzez wymagania. Dobry portret jest szczery, obustronnie. Wybrałem sobie, jako formę najlepszej ekspresji – inscenizacje.

Powiedziałeś, że nie szukasz w ludziach atrakcyjności. Czym zatem jest piękno?

JU: Atrakcyjność, czyli uroda to formalny kanon (pomijając uwarunkowania atawistyczne), który się zmienia, jest często sztywny i wymagający. Nie wpisanie się wiąże się w ocenianiem bądź odrzuceniem. Piękno natomiast jest o czymś o wiele większym. W pięknie znajdziesz ułomność, wahanie, niezdarność – wszystko to kanon odrzuca. Kanon pielęgnuje tylko to co wytrenowane, to co jest idealne. Uroda jest na swój sposób martwa.

Co według Ciebie decyduje o wyjątkowości fotografii? Co sprawia, że ktoś zatrzyma się dłużej na ulicy widząc Twoje zdjęcie?

JU: Uważam, że każda praca fotograficzna, czy z zakresu medium wykonana w szczerości, ciekawości i uczciwości wobec siebie przykuje uwagę. Oczywiście, bez gwarancji sukcesu medialnego, na to składają się także inne elementy.

Jaki projekt był dla Ciebie największym wyzwaniem?

JU: Największym wyzwaniem był projekt dotyczący niewidomych rzeczy. Od samego pomysłu do realizacji upłynęło dwa lata. Wymagał sporej uwagi i zmian w podejściu. Na początku musiałem poznać środowisko. Przez pierwszych kilka miesięcy spędzałem wolny czas na przyglądaniu się dzieciom w ośrodku dla osób niewidzących i niedowidzących w Krakowie. Wszedłem w ten świat z neutralnym nastawieniem. Jednak realny kontakt, rozmowa z dziećmi, zaskakujący dystans i ich dowcip zbudowały konkretne wyobrażenie. Szczerze, poddałem się przy projekcie dwukrotnie, stwierdziłem, że jest dla mnie za trudny. Dopiero pod koniec, kiedy miałem definitywnie zrezygnować, przyszło proste spostrzeżenie. Za każdym razem gdy z nimi rozmawiałem, miałem głębokie poczucie obserwacji z ich strony, przenikliwości spojrzenia. Był to kluczowy moment kiedy cały projekt zamknął się w spójną całość.

Co powiedziałbyś uczniowi, który przyszedłby do Ciebie i powiedział “chcę osiągnąć to co Ty”?

JU: Zacznij od bliższego poznania siebie, tam zaczyna się kreacja. W prostej autorefleksji znajdziesz źródło pomysłów. Kontakt ze studentami jest świetną zabawą i wymianą. Od kilkunastu lat uczę się fotografii i założeń percepcji wizualnej. Najpierw każdy musi zdać sobie sprawę z czego czerpie, mogą to być podstawowe emocje: wahania, tęsknota, gniew i tak dalej. Później tworzenie konsekwentnej “wypowiedzi” w subiektywnej narracji i rytmie.

Co dzisiaj jest dla Ciebie najważniejsze w życiu?

JU: Dzisiaj? Życie. Po prostu.


Autor: Karolina Kamińska