fbpx

The Shoemaker & Kult Tattoo Fest – Band of Masters

Pierwsze pytanie, a zarazem oczywiste; skąd pomysł na współpracę z KULT Tattoo?

Kiedyś już eksperymentowałem z tatuowaniem skóry, z której robiłem następnie buty. Powstały może dwa lub trzy modele zdobione tym sposobem. Od tamtego czasu myślami często wracałem do tego pomysłu, gdyż uważam, że jest to jeden z najciekawszych i najbardziej efektownych sposobów personalizowania- w tym wypadku- obuwia. W dniu, w którym pojawiła się możliwość nawiązania współpracy ze studiem Kult pomyślałem, że to strzał w dziesiątkę. Mając w głowie multum niewykorzystanych pomysłów i drużynę najlepszych artystów nie można nie osiągnąć sukcesu.

Ile będzie tatuaży w całym projekcie?

Tu zaczyna się cała bajka. Po konsultacjach z każdym z członków BOM okazało się, że każdy z nich ma swój własny, całkowicie odmienny pomysł na buty i ich zdobienie. Miałem przeczucie, że są to uzdolnieni artyści, ale nie zdawałem sobie sprawy, że na aż tak wielu polach. Dokładnie w tym momencie zaczęło się spełniać jedno z moich wielkich marzeń: wielowymiarowość twórczości marki The Shoemaker. Samodzielnie nie byłbym w stanie w  tak krótkim czasie wykorzystać tyle różnych odmian sztuki w jednej kolekcji. Wiele wektorowych tworzących spójną i niepowtarzalną całość. Rzeźba, malunek, grawer… reszty nie zdradzę do wystawy.

Ilu artystów, tyle różnych charakterów – były jakieś problemy podczas współpracy?

Oczywiście, że pojawiały się momenty, gdy trzeba było podjąć decyzję np. dotyczące funkcjonalności modeli, czy z ich wykończenia. Udało nam się jednak stworzyć na tyle zgraną i inteligentną ekipę, że każdy z problemów rozwiązywaliśmy szczerą rozmową i wspólnie wypracowywaliśmy optymalne rozwiązania. Dla mnie współpraca z  innymi ludźmi to zawsze pewien rodzaj edukacji, ale takiej, na którą jestem najmniej oporny. To pomaga wcielić w życie moje najbardziej odjechane pomysły.

A to nie tak, że ‘każdy sobie rzepkę skrobie”?

Niestety takie podejście prezentuje wiele osób związanych ze sztuką, czy z modą. Sukces ma być tylko i wyłącznie ich, a już ostatecznością jest podzielenie się wiedzą oraz doświadczeniem. Dlatego staram się szukać osób myślących i działających w taki sposób jak ja. W grupie siła. Dzięki tego typu kolaboracji wyciągamy z siebie nawzajem najlepsze pomysły, nakręcamy siebie wzajemnie . Robimy kilka kroków w przód i tworzymy dzieła przede wszystkim oryginalne. Najlepszym dowodem na to będzie kolekcja, jakiej jeszcze nie było nigdy. Tego jestem pewien.

Cały świat teraz przeniósł się do internetu. Nie jest prościej i bardziej opłacalnie pokazać się online jak to robi wiele marek?

Wszyscy teraz są głównie online lub tylko online. Jednak my to nie wszyscy. Teraz właśnie najbardziej brakuje wydarzeń tego typu jak wystawy, czy pokazy sztuki. Zrobimy wszystko by podczas wernisażu dać poznać się ludziom prywatnie- na żywo, nie cyfrowo, nie na niby. Zadbaliśmy o to, by to było wyjątkowe wydarzenie prezentujące kolekcję butów w bardzo nietypowy, a zarazem przemyślany sposób. Zero nudy i sztampy!

The Shoemaker – to jedna osoba czy grupa ludzi?

Na tę chwilę całość jest już dziełem wielu osób, które udało mi się dotychczas spotkać. Na co dzień pracuję jednak sam. Ostatnimi czasy wspomaga mnie mój nowy uczeń- Adaś. Wiele pomysłów narodziło się dzięki rozmowom z artystami, czy przy współpracy z nimi. Cieszę się, gdy mogę zarazić kogoś swoja pasją, a następnie te „zajawki” połączyć w spójną całość. W projekcie BoM ja daję płótno w postaci butów, a każdy z artystów pomysł i umiejętności by je ozdobić we własnym stylu.

Adaś?

Tak, od około trzech miesięcy wojuje ze mną w pracowni. Miałem już kilku uczniów, jednak wszyscy poddawali się po krótkim czasie. Na efekty trzeba długo czekać, więc potrzebna jest siła charakteru i wola osiągnięcia sukcesu na przekór monotonii, która czasem dopada w procesie ręcznego szycia, czy wykańczania detali. Adaś zaskoczył mnie chęcią nauki i ogromną ilością motywacji do rozwoju.

Cieszysz się, że działasz w niszy jaką jest branża obuwnicza?

I tak i nie. Z jednej strony nie mam konkurencji, a z drugiej zawsze lubiłem rywalizację, która moim zdaniem napędza rozwój osobisty. Szczęśliwie dzięki mojemu charakterowi sam stawiam wyzwania sobie i dążę do ich realizacji, często za wszelką cenę.

Stąd buty warte 24 000 zł?

Tak, zdecydowanie tak. Współpraca z Patrycją-założycielką Syncret to dzieło, z którego jestem bardzo dumny. Byłem bardzo zaszczycony realizacją wspólnego projektu, gdyż Patrycja nie często nawiązuje tego typu współprace. Wiele dla mnie znaczy możliwość sięgania wyżej w kwestii rozwoju swojej marki. Z takich doświadczeń czerpię przy kolejnych działaniach.

Band Of Masters to również projekt fotograficzny – skąd pomysł na sesje?

Już na samym początku wiedziałem, że osobiste fotografie w tym projekcie będą odgrywać kluczową rolę. Każdy z modeli butów jest całkowicie inny, jak również ich twórcy. Cała kolekcja nie byłaby pełna gdyby nie pokazanie wizerunku każdego z bohaterów naszej ekipy. Te zdjęcia prezentują jak bardzo są to niezwykli ludzie. Dali nam się poznać od zupełnie nowej strony. Przyznam, że początkowo każda z sesji była dość zuchwałą improwizacją , ale po chwili każdy naturalnie wcielał się w wykreowaną przez siebie rolę.  Wystarczyło trochę swobody i odwagi.

Czego możemy się spodziewać po wystawie BoM?

Na pewno różnorodności. To najmocniejszy punkt całej kolekcji. Różnorodność przez duże R. Każdy z modeli jest inny pod każdym względem. Bardzo się cieszę, że wszyscy artyści podeszli do projektów bardzo osobiście. Widać to w detalach i wykorzystanych technikach przy zdobieniu butów. Według mnie każdy z bohaterów BoM uwypuklił w bardzo wyjątkowy sposób swoje umiejętności poza sztuką tatuażu, o  których nie wiedzieliśmy. W świetle popularności tatuaży w dzisiejszych czasach już nie zwracamy uwagi na to jak wiele czasu musieli poświęcić ich twórcy, by osiągnąć dany pułap w karierze artystycznej. Kolekcja BoM powstała po to, by zatrzymać się na chwilę przy danym dziele i docenić kunszt każdego z artystów.