fbpx

Kategoria: Biznes

The Craft Club

Jak królik z kapelusza, czyli Boris i Karolina z “Le Szapo”

le szapo

Tym razem przedstawiam wam dwóch Bohaterów w jednym. Polsko francuski duet podbił moje serce pasją do… kapeluszy. Jako pierwsi odważyli się otworzyć sklep z nietuzinkowymi kapeluszami w Krakowie. Posiadają najlepszej jakości produkty sprowadzane z różnych części świata. Mają także w planach poszerzenie oferty o produkty własnego autorstwa. Poznajcie Karolinę i Borisa.

Co takiego magicznego jest w tych kapeluszach?

Karolina Kasza: Kapelusz sprawia, że ludzie się uśmiechają, ale także przyciągają one uwagę innych. 

Boris Gall: Dokładnie tak. Podczas wielu festiwali we Francji miałem na głowie kapelusz, z czystego kaprysu, nic poza tym. Nie myślałem wtedy o zakładaniu marki, była to zwyczajnie część mojego outfitu. Ten mały element sprawił, że wiele ludzi podchodziło do mnie, zagadywało i dzięki temu nawiązałem wiele nowych znajomości. Ludzie kojarzyli mnie jako “kapelusznika”, zapamiętali mnie. To był między innymi powód dlaczego postanowiliśmy otworzyć sklep z kapeluszami w Krakowie. Pewnego dnia czekając na ulicy w Krakowie na Karolinę, ludzie zaczepiali mnie pytając gdzie mogą znaleźć podobny kapelusz, gdzie go kupiłem. Zdałem sobie sprawę, że w Krakowie takiego miejsca po prostu nie ma. Magia kryje się także w tym, że są one powiązane z magicznymi opowieściami, jak na przykład Alicja w Krainie Czarów. Stąd nasze logo, czyli królik wyskakujący z kapelusza. Kapelusz kryje magię, taki jest też nasz sklep. Chcieliśmy aby to miejsce było inne, wyjątkowe, a także przenosiło naszych klientów w inny świat. Także w starych wierzeniach kapelusze mają swoje miejsce. Mówi się, że są one po to aby chronić nasze myśli. Jeśli zadbasz o swój umysł, zadbasz także o całą resztę.

Le Szapo

KK: Kapelusze także zmieniają ludzi. Dla mnie magią jest kiedy klienci przymierzają nowe kapelusze i są zachwyceni tym, jak wyglądają. Ich twarz się zmienia, jakby znaleźli w sobie brakujący element. Kiedy proponujemy ludziom konkretne modele zwracamy uwagę na kształt twarzy, kolor oczu, włosów – każdy detal się liczy. Przed przymiarką wiele z naszych klientów mówi, że źle czuje się w kapeluszach. To dlatego, że jedyne kapelusze które przymierzali, zapewne nie były ich tylko dziadka, wujka czy kogoś znajomego. Taki kapelusz nie ma prawa pasować i wyglądać dobrze, bo przecież nie jest nasz.

BG: Kapelusz jest ramą naszej twarzy. Uwypukla ją i pomaga skupić na niej wzrok, pokazuje kim tak naprawdę jesteś.

Kto kogo zaraził kapeluszami?

KK: Zdecydowanie Boris mnie. Przed naszym pierwszym spotkaniem nosiłam kapelusze, jednak nie byłam zwariowana na tym punkcie tak jak Boris. Zawsze czułam się w nich lepiej i komfortowo, były dla mnie swego rodzaju ochroną. Idea pojawiła się w głowie Borisa, a ja ją złapałam i pchnęłam do przodu. Stworzyliśmy więc miejsce, którego nie ma w Krakowie, a jednocześnie robimy to co kochamy i sprzedajemy marki, które po prostu lubimy.

BG: Było to także częścią naszego marzenia aby posiadać swoją własną marką. Posiadając poprzednie doświadczenia jako pracownik jakiejś firmy wiążę to ze stresem i codziennym pośpiechem. Pierwszą zasadą naszego biznesu jest czerpanie przyjemności z tego co robimy.

KK: Pamiętam kiedy Boris z przyjacielem rozpisywali wszystkie koszty otwarcia biznesu, ryzyko i tego typu podobne rzeczy. Pierwszą myślą było “Nie róbcie tego”. Ale takie myślenie do niczego nie prowadzi, gdybyśmy nie podjęli tego ryzyka nie bylibyśmy teraz w miejscu, w którym jesteśmy.

Boris, znalazłeś się w Polsce ze względu na Karolinę?

BG: Tak, ona jest powodem, dla którego tu zamieszkałem.

KK: Pochodzę ze świętokrzyskiego, a do Krakowa przyjechałam 10 lat temu aby studiować. Tutaj przez 8 lat byłam menedżerem w restauracji i wtedy sądziłam już, że będzie to mój sposób na życie. Jak widać plany się zmieniły.

BG: Ja mieszkałem we Francji, Karolina w Polsce, a poznaliśmy się na Mauritius. Na plaży zaproponowałem jej żeby przyjechała do mnie na narty, ponieważ mieszkałem w Alpach. Zgodziła się i dwa tygodnie później spotkaliśmy się we Francji, a w następstwie dostałem od Karoliny zaproszenie do Krakowa. Zabukowałem bilet i przyleciałem.

Spodobało Ci się tutaj od razu?

BG: Tak, bardzo. Polubiłem polską rzeczywistość i atmosferę tutaj. Po niedługim czasie znów przyleciałem do Polski, wtedy pojechaliśmy do Doliny Pięciu Stawów i stwierdziłem “Polska jest piękna. Nie mają tu jedynie wódki!” Chciałem wtedy również wyprowadzić się z Francji, więc gdy spotkałem Karolinę była to mieszanka miłości i możliwości aby spróbować innego życia. Na ten moment to moje miejsce, w którym dobrze się czuję.

Wejście do waszego sklepu przypomina podróż w czasie. Jak klienci odbierają to miejsce i tym samym waszą markę?

BG: Gdy zimą otworzyliśmy sklep, każdego dnia odwiedzało nas kilka lub kilkanaście osób, które nie mogły wyjść z zachwytu nad tym miejscem. Przychodzą do nas także klienci z Ameryki czy innych krajów, którzy powtarzają, że nie ma u nich tak świetnego sklepu z kapeluszami. Ludzie są zaskoczeni widząc takie miejsce tutaj, w Krakowie. Tego właśnie chcieliśmy. Stworzyć miejsce gdzie my czujemy się dobrze, jak i nasi klienci.

KK: Dokładnie. Stworzyliśmy miejsce w stylu vintage, w którym czujemy się jak we własnym mieszkaniu. Nie chcieliśmy aby było tu jak w wielkiej galerii handlowej, gdzie każdy sklep wygląda tak samo. Mam tutaj swoje kwiaty, sami wybieraliśmy dekoracje, także wiem, że muszę tutaj posprzątać, dbać o to miejsce i najpiękniejsze jest to, że ludzie to doceniają. Często pada pytanie: “Kto to wnętrze zaprojektował?” i są zaskoczeni, kiedy odpowiadamy, że to nasza robota.

BG: Zdarza się, że ludzie spędzają tutaj godzinę lub dwie aby kupić kapelusz. Przymierzają, mogą napić się herbaty lub kawy czy usiąść i posłuchać winyli.

KK: Pewnego razu przyszedł do nas duński pisarz. Nie kupił kapelusza jednak usiadł na fotelu i przez długi czas czytał duńskie książki, które mamy w swojej kolekcji. Przyszedł tu aby się zrelaksować i poszukać inspiracji, to było magiczne.

Uważacie, że warto dziś w Polsce tworzyć nietuzinkowe marki, takie jak wasza?

KK & BG: Oczywiście, że tak!

KK: Myślę, że świadomość ludzi o małych polskich markach jest coraz większa. Codziennie spotykamy ludzi, którzy stwierdzają, że wolą kupować w małych, lokalnych sklepach, od polskich designerów. Z jednej strony chcą znaleźć dla siebie niepowtarzalne produkty, ale także jest to swego rodzaju wsparcie dla takich twórców. Zachęcam więc wszystkich kreatywnych i utalentowanych młodych ludzi, aby nie bali się otworzenia własnego interesu.

BG: Udało nam się wyjść z komunizmu, a tym samym trafiliśmy do komunizmu kapitalistycznego. Każdy ubiera się tak samo, każdy kupuje te same rzeczy. To trochę udawana wolność. I to jest to na czym nam zależy, aby przywrócić do życia ręcznie robione, wysokiej jakości produkty. Wiadomo, że wiąże się to z wyższą ceną, jednak produkty z sieciowych sklepów pochodzą między innymi z Chin, gdzie nie zwraca się uwagi na jakość czy etyczne warunki pracy. W swoim sklepie mamy także kapelusze pochodzące z Chin, jednak są to sprawdzeni dystrybutorzy, którzy są dokładnie sprawdzeni pod wspomnianymi przed chwilą względami. Jednak chcemy wspierać nasze podwórko i jakieś 90 procent naszych kapeluszy pochodzi z Europy.

Planujecie stworzyć także kapelusze spod własnych rąk?

BG: Pojawią się kapelusze, które zrobimy sami, ale także takie, które będziemy dostosowywać po swojemu. Zaczęliśmy współpracę z kilkoma markami, jednak nie możemy jeszcze zdradzać szczegółów. Wkrótce pojawią się efekty!

Gdzie widzicie siebie i Le Szapo Hat za 5 lat?

BG: Dwadzieścia tysięcy sklepów na całym świecie, wielka firma i te sprawy. A tak na poważnie to pięć godzin to wystarczająco.

KK: Pięć godzin czego?

BG: Kolejne pięć godzin dziś! Każdy dzień to nowa przygoda. Chyba nie wybiegamy tak daleko w przyszłość. Jeszcze nie tak dawno nie sądziliśmy, że otworzymy własny sklep z kapeluszami, a dziś – właśnie w nim rozmawiamy. Nie mam pojęcia co i gdzie będziemy robić.

KK: Może sklep we Francji?

BG: Wszystko się okaże.


Autor: Karolina Kamińska

Makrama. Cuda wianki ze sznurków

Karolina Kamińska

Jako dzieciak plotłam ogrom bransoletek i breloczków z muliny. W szkole podstawowej kolorowe ozdóbki były krzykiem mody, a nawet super pomysłem na biznes. Istniała także grupa, która chciała je nosić, ale wcale nie zamierzała poświęcać wolnego czasu na “zawijanie sznurków”. Nie miałam zielonego pojęcia skąd to się wzięło, co tak właściwie robię, tym bardziej kompletnie nie myślałam o tym, że tworzę małe rękodzielnicze dzieła. 

Meksykanki z muliny

Tymczasem okazało się, że “meksykanki” (powszechniej znane jako bransoletki przyjaźni) to przykład wykorzystywania podstawowych węzłów makramy, która jest wywodzącą się ze starożytności sztuką wiązania sznurków, bez użycia igieł, szydełek czy drutów. Przez długi okres w historii makramy zostały zapomniane, a ich ponowny renesans przypadł na lata 70. XX wieku.

A dzisiaj?

Dzisiaj to prawdziwe rękodzielnicze dzieła sztuki i fantastyczny pomysł na biznes. Makramy stały się niesamowicie popularne jako dodatek do wystroju wnętrz, który wcale nie jest tandetną ozdóbką “Made in China”. Piękne sploty cenowo wahają się od ok. 50 zł nawet do 2 tys. i wzwyż! Ale nie oszukujmy się. Do tego również potrzebna jest pasja i ogrom czasu, który chcemy na to poświęcić. Tak jak Marta Zakrzewska.

Naucz się pleść!

Marta to właścicielka pracowni makramy, a także autorka bloga Marheri Crafts, na których roi się od pomysłów DIY oraz inspiracji na zaaranżowanie Twojego wnętrza. Ukończyła studia na Politechnice Gdańskiej, ale jak sama o sobie pisze : “dopiero będąc mamą odkryłam w sobie pasję do majsterkowania i twórczej pracy, które przynoszą mi wiele radości”. Miałam okazję wpaść na jedne z warsztatów Marty i przyglądać się jak te urocze cuda powstają. Jeśli nie brakuje Ci zapału, koniecznie wpadnij na blog Marty, ale także warsztaty w większym gronie to także świetna zabawa. Facebook to nie tylko zło ostateczne, poszperaj, wyszukaj podobne wydarzenia w pobliżu i rozwijaj nowe hobby!


Tekst i zdjęcia: Karolina Kamińska

Para butów na cele charytatywne – wywiad z The SHOEMAKER’em

Grupa wolontariuszy jednego z naszych partnerów – Fundacji Asbiro chce wybudować świetlicę edukacyjną w zambijskich slumsach. Na ten cel zorganizowała zbiórkę pieniędzy przez portal Polakpotrafi.pl

 

Z inicjatywą wsparcia przychodzi Michał Wojewodzic aka’ The Shoemaker i postanawia przekazać na ten cel parę obuwia własnego autorstwa.

Jak dowiedziałeś się o zbiórce pieniędzy na rzecz świetlicy w Zambii?

Michał Wojewodzic: Od niemal samego początku TheCraftClub, jednym z naszych partnerów jest Fundacja Asbiro,  która działa na rzecz  Afryki. W związku z tym, że jesteśmy ze sobą w stałym kontakcie, szybko dowiedzieliśmy się o projekcie budowy świetlicy edukacyjnej z Zambii.
W gronie naszych Bohaterów znalazł się już Joshua – skromny krawiec z Afrykańskiej wioski, który jest wykonawcą produktów wspierających akcje charytatywne.

Skąd chęć przekazania pary butów na akcję charytatywną?

Michał Wojewodzic: Popieramy działania fundacji Asbiro, jako że wspierają prywatną edukację w Afryce. Ich siłą jest wiedza, przedsiębiorczość i determinacja, którą dzielą się z dziećmi i młodzieżą w najuboższych częściach stolicy Zambii. Czujemy się zainspirowani ich działalnością.

Który z Twoich projektów postanowiłeś przekazać i dlaczego?

Michał Wojewodzic: Limitowane obuwie Sneek – ekskluzywne skórzane obuwie z wymiennymi dodatkami, przyozdobionymi m.in. grawerami, ręcznie wykonywanymi rzeźbami i bogatymi w detale haftami.
Do projektu limitowanej edycji obuwia SNEEK, przywiązuję szczególny sentyment. Pracowałem nad tym projektem długo. Jest to pierwszy model obuwia w mojej kolekcji, który ma charakter casualowo-sportowy.

Jak się czujesz będąc sponsorem nagrody?

Michał Wojewodzic: Cieszę się ,  że mogę wesprzeć jednego z naszych partnerów. W TheCraftClub chcemy działać wielowymiarowo. Chcemy wspierać nie tylko siebie nawzajem jako twórców, ale również wspierać piękne inicjatywy naszych partnerów.

Jaka jest Twoja osobista definicja wsparcia?

Michał Wojewodzic: To coś, co dajesz od siebie, a potem to wraca – proste.
Mocno wierzę w to, że jeśli dajemy dobro, prędzej czy później odbierzemy je w innej postaci.

Każda nagroda darczyńcy jest przeliczona na ilość pustaków, potrzebnych do budowy świetlicy:
> Tutajmożecie zakupić obuwie od naszego Bohatera, lub inne nagrody.